Doświadczenia

 
 

Doświad­czenia

Jako terapeuta zaczynałam swoją edukację już na początku studiów psychologicz­nych na UW. Pracowałam naj­pierw w eks­perymen­tal­nym Hostelu Synap­sis, co uważam za naj­bar­dziej for­matywne doświad­czenie zawodowe mojego życia. Uczyłam się być terapeutą miesz­kając z pacjen­tami — prze­waż­nie dość młodymi osobami, którzy byli zbyt zdrowi, by spędzać życie w oddziale psychiatrycz­nym, ale nie potrafili rów­nież żyć samodziel­nie lub w swoich pier­wot­nych, prze­waż­nie dość trud­nych, rodzinach… Pracując w hostelu nauczyłam się doceniać róż­norod­ność. Tam trzeba było, w kon­tak­cie z miesz­kań­cami, pozostawać sobą, a nie panią w białym kitlu. W końcu jedliśmy ten sam obiad, który razem gotowaliśmy… Miałam wyjąt­kowe szczę­ście, że trafiłam tam jesz­cze jako studentka psychologii. Synap­sis był wów­czas wiodącym ośrod­kiem terapeutycz­nym w kraju, ist­nym tyglem intelek­tual­nym i spo­łecz­nym. Wszyst­kie nowiny zza żelaznej kur­tyny przyjeż­dżały do nas za pośred­nic­twem wybit­nych gości oraz wizyt naszych nauczycieli w Stanach, Anglii i innych krajach tzw. zachodu. A był to koniec lat 70, początek 80 czyli w kraju raczej smutek tropików… Antyp­sychiatria, psychiatria środowiskowa, sys­temowa, humanistyczna, Gestalt. Po likwidacji hotelu, który pod­padł, prze­chowując róż­nych „podej­rzanych politycz­nie”, pracowałam „gabinetowo”, ale bar­dziej interesowała mnie praca z grupami. Ten roz­dział zaczął się już w hotelu, dzięki prowadzeniu spo­tkań spo­łecz­no­ści miesz­kań­ców. Potem były grupy terapeutyczne, ale praw­dziwa przy­goda dotyczyła nauki prowadzenia trenin­gów inter­per­sonal­nych i warsz­tatów. Wtedy nie było szkól trener­skich, ale miałam naj­lep­szą z moż­liwych szkół — naukę w działaniu pod fan­tastyczną opieką doświad­czonych super­wizorów: Ryśka Pra­sz­kiera, Michała Wroniszew­skiego i innych kolegów z Synap­sis.

Jako plastyk pracowałam (o ile tak można to nazwać) kilka lat. W każ­dym razie skłon­ność do tego typu działal­no­ści odkryłam zupeł­nym przy­pad­kiem, fuk­sem też zor­ganizowano mi pierw­szą wystawę tkanin. Wów­czas nie doceniłam tych dziel­nych „galer­ników”, którzy zaryzykowali dla mnie całą salę w galerii. Nie znałam środowiska plastycz­nego i nie wiedziałam, że wielu studen­tów na Akademii dałoby się pokroić za taką moż­liwość. Tech­niki uczyli mnie sąsiedzi, Hanie i Marek, wybit­nie utalen­towani malarze i graficy. Mimo to zawsze czułam się amatorem i chciałam wymyślać środki wyrazu sama. Malowałam pastele i obrazy olejne, a do dzisiaj robię kolaże. Zdałam egzamin Stowarzyszenia Pol­skich Artystów Plastyków. Naj­bar­dziej cieszy, ale i zdumiewa mnie fakt, że zaproponowano mi wystawę indywidualną w Szczeciń­skiem oddziale Muzeum Narodowego. Przez miesiąc okupowałam cały prze­piękny zamek. Moje tkaniny były wiel­kie (np. 8x4 metry) i nigdzie indziej by się nie zmie­ściły. Żeby podziękować Pani Kustosz za troskę i odwagę, prowadziłam wśród swoich prac dar­mowe warsz­taty eks­presji twór­czej. Chciałam pokazać uczest­nikom, że mają talenty artystyczne, o które się nie podej­rzewają w naj­śmiel­szych snach. Okazało się, że muszę wal­czyć z nisz­czącym wpływem szkol­nych lek­cji plastyki i muzyki (na które, na szczę­ście, sama nie uczęsz­czałam zbyt często). I tak się zaczęła moja przy­goda z edukacją dorosłych…

Karierę nauczyciela dorosłych, a kon­kret­nie nauczycieli szkol­nych, roz­poczęłam jesz­cze w ramach Synap­sis. Chcieliśmy w ten spo­sób zająć się profilak­tyką problemów na Ursynowie, który był terenem „grasowania” nas terapeutów, nie­po­praw­nych zmieniaczy świata. Potem, w ramach Pol­skiego Towa­rzy­stwa Psychologicz­nego, wspól­nie z moim już mężem Jacem Jakubow­skim realizowaliśmy wiele projek­tów dla nauczycieli, pomocy spo­łecz­nych, orga­ni­za­cji pozarządowych.

Wresz­cie doszliśmy do wniosku, że trzeba po prostu zająć się młodzieżą. Jac, twórca (wspól­nie z Jac­kiem Strzemiecz­nym) idei socjoterapii (tak, tak, ktoś kiedyś wymyślił ten ter­min, i to nie w Ameryce!) miał już wiel­kie osiągnięcia w tym względzie: założył do dziś funk­cjonujący SOS – pierw­szą wolna szkołę w Pol­sce, roz­począł ruch socjoterapii. Włączyłam się w realizację programu Powszech­nej Aktywizacji Młodzieży, który prze­wrócił wszyst­kie paradyg­maty edukacyjne do góry nogami. Po pierw­sze, był to program prze­ciw­działania bez­robociu młodzieży, w którym ani razu nie padło słowo bez­robocie. Polegał na aktywizacji środowisk poprzez pracę z wykreowanymi przez program liderami. I ta aktywizacja jest naszym naczel­nym hasłem do dziś. Wymyśliliśmy, jak doprowadzić do tego, aby ludziom chciało się chcieć. Takie podej­ście znakomicie spraw­dza się dziś rów­nież w fir­mach, środowiskach lokal­nych, na uczel­niach (choć trzeba po latach skon­statować, że sys­tem edukacji jest bar­dzo odporny na innowacje, nie­stety). PAM nauczył nas, ze nie chodzi o zrobienie programu, lecz o uruchomienie procesu zmiany.

TROP powstał na potrzeby kon­kret­nego programu w 1994 roku. Zaproponowano nam realizacje pilotażowego programu prze­budowy kul­tury banku WBK, świeżo przejętego przez Irlan­czyków. W związku z tym przed­się­wzięciem zadebiutowałam jako szef. I wtedy zro­zumiałam, jak trudno być menedżerem. Jed­nak bar­dzo pomogło mi to w zro­zumieniu realiów biz­nesu. Tak jak chciała tego mój ojciec, ekonomista, jako psycholog i artystka, zajęłam się liczeniem. Począt­kowo z róż­nym skut­kiem… Nasza firma jest przed­siębior­stwem rodzin­nym. Ze wszyst­kimi wadami i zaletami tego faktu. Oboje mamy więcej kreatyw­no­ści niż cier­pliwo­ści, więc sądzę, że nasi pracow­nicy muszą mieć szybki refleks. Jed­nak sądzę, że wychowaliśmy w ten spo­sób wielu dobrych specjalistów i rynek ma za co być nam wdzięczny. Od tej pory prze­prowadziliśmy bar­dzo wiele projek­tów dla firm, orga­ni­za­cji pozarządowych, administracji. Tak się składa, że często robiliśmy i nadal robimy, na zlecenie róż­nych instytucji, programy pilotażowe, nowator­skie, prze­cierające szlaki. Akademia Out­placementu, bazująca na kon­cep­cji aktywizacji, program part­ner­ski PARP/Inicjatywa Firm Rodzin­nych (którą współ­zakładaliśmy) dla Firm Rodzin­nych, programy szkolenia trenerów, też tych naj­bar­dziej doświad­czonych w Pol­sce na zlecenie PARP, wiele pro­gra­mów dla nauczycieli i pra­cow­ni­ków poradni wychowawczo-zawodowych.… Pracowałam też na bar­dzo zacnej uczelni: Col­legium Civitas, lubiłam kon­takt ze studen­tami, ale nie lubiłam… stawić stopni, odpowiadać na pytania, czy będzie ter­min popraw­kowy i słuchać tłumaczeń, dlaczego ktoś nie przyj­dzie na zajęcia albo nie odrobi pracy.

Naturalną kon­sekwen­cją tych doświad­czeń było dla mnie (i dla nas) złożenie Akademii TROP, począt­kowo jako Szkoły Trenerów Biz­nesu (1998 rok), a następ­nie rów­nież szkoły coachów (2000 rok), szkoły Mediatorów, Moderatorów Zmiany Kul­turowej w Orga­ni­za­cji, Szkól drugiego stop­nia. To wymagało od nas doprecyzowania know-how, zbudowania pod­staw teo­retycz­nych dla naszego podej­ścia.

W tym czasie w ramach pro­gra­mów pomocowych do Pol­ski zaczęli przyjeż­dżać nauczyciele — trenerzy z Anglii, Nie­miec, Szwaj­carii, Szwecji i innych krajów tzw. zachodu. Jed­nak ich styl szkolenia był bar­dzo tradycyjny, oparty na szczegółowych „manualach”. To nam nie odpowiadało, bo nie aktywizowało uczest­ników i nie uczyło ich brania odpowiedzial­no­ści za własne uczenie się. Zdecydowaliśmy się oprzeć nasz styl na pracy odwołującej się do dynamiki grupy, dialogu, kon­traktu, co od lat prak­tykowaliśmy, ale nie było przyjęte w biz­nesie ani w orga­ni­za­cjach pozarządowych. Poza tym stanowiło prze­ci­wień­stwo dotych­czasowych doświad­czeń edukacyj­nych uczest­ników. Poszliśmy zdecydowanie drogą mniej uczęsz­czaną. Na dodatek taki styl jest trudny do opisania, skodyfikowania. Tak oto stałam się metodologiem nauki poprzez działanie i doświad­czanie. Tą właśnie swoją funk­cje bar­dzo lubię i cenię obec­nie. Tu dygresja: bar­dzo zain­trygowała mnie kiedyś infor­macja, że twórcy maszyny do szycia mogli opaten­tować swój wynalazek dzięki określeniu głów­nego mechanizmu odpowiedzial­nego za równy ścieg i wygodę: bębenka wraz z prze­suw­nicą materiału. Reszta suk­cesu tego wynalazku to sys­tem leasingu wymyślony przez Sin­gera. Od tej pory we wszyst­kich metodologiach szukam „bęben­ków”. Co jest istotą tego oddziaływania? Co pozwala je upo­wszech­nić, bez wdawania się w szczegóły wykonaw­cze? Nasze warsz­taty nie zawsze wymagają scenariusza, ale wymagają świadomo­ści celu oraz znajomo­ści mechanizmu, który ma doprowadzić do jego reali­za­cji.


Kim jestem jako trener, coach i mediator, piszę w innych kolum­nach. Obec­nie mam za sobą 35 lat pracy edukacyjno-rozwojowej z ludźmi, zespołami, organizacjami, środowiskami. Wielu uczniów. Wiele nauczek. Naj­więk­szą jest to, że wiele razy doświad­czyłam, jak trudno jest stworzyć sieć trener­ską, że trenerzy nie mają do siebie nawzajem dość zaufania, więc być może nasz rynek, na razie roz­drob­niony, będzie skazany na wiel­kie zagraniczne firmy – kon­cerny szkoleniowe.

Uważam, że TROP ma roz­poznawalny styl i dobrą markę. 1500 absol­wen­tów rocz­nych, głęboko angażujących kur­sów. Są oni na ogół bar­dzo zadowoleni i osiągają suk­cesy. Ma tez war­to­ściowy dorobek merytoryczny. To mój suk­ces (oczywi­ście — nie tylko mój). Plany? No coż… Firmą zarządzają już inne osoby, a ja dalej chcę robić to samo. Spo­tykać się z ludźmi i mówić o waż­nych dla nich sprawach. Dawać skuteczne wspar­cie w ich działaniu. Opisywać bębenki. Tylko chciałabym czę­ściej podróżować.

Bazy wiedzy TROP

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • Specjalizacji w Akademii TROP
  • Modelów roz­woju
  • Idei, podejść i obszarów pracy
  • Rynku szkoleniowego

Zapraszamy do czytania.

TROPWiki

Jest to rodzaj słow­nika dla Metody TROP i zjawisk, na które chcemy oddziaływać przy jej pomocy. Korzystanie z TROP WIKI jest dar­mowe, ale prosimy o podawanie we wszel­kich materiałach źródła wiedzy.

SWAT

Idea

Stowarzyszenie działa od 2011 roku. Tworzy prze­strzeń współ­pracy dla uczest­ników i absol­wen­tów szkół TROP. Ma na celu tworzenie sieci ludzi, działań oraz wiedzy. Absol­wenci koń­cząc kurs mogą dalej roz­wijać się w środowisku osób o podob­nych celach i war­to­ściach.

Działania

Swatowicze organizują spo­tkania, na których dzielą się swoją cenną wiedzą, narzędziami i doświad­czeniami. Prowadzą dla siebie nawzajem „super­wizje koleżeń­skie”. Wspierają się w działaniu. Tworzą zespoły, które opracowują, nowator­skie propozycje dla szeroko rozumianego rynku, nawiązują kon­takty i budują part­ner­skie relacje z odbior­cami, a następ­nie realizują dla nich projekty.

Miej­sca

Spo­tkania SWAT odbywają się w War­szawie, Białym­stoku, Byd­gosz­czy, Łodzi, i Poznaniu. Swatowicze angażują się także w orga­ni­za­cję nowej akcji spo­łecz­nej „Smakuj Roz­wój”, która promuje naukę poprzez działanie i doświad­czanie.

Komunikacja

Głów­nym koor­dynatorem SWAT jest Ania Świętochow­ska, od której można dowiedzieć się „co dzieje się w sieci”. Warto też zaglądać na blog stowarzyszenia i jego profil na Facebooku. Zamiesz­czane są nich aktualne ter­miny spo­tkań, a także inspirujące posty. Trenerzy zain­teresowani siecią mogą kon­tak­tować się koor­dynatorem za pomocą profilu lub na adres swat.stowarzyszenie@gmail.com.



e-magazyn TROP

pobierz e-magazyn TROP

Aby otrzymywać e-magazyn TROP,
podaj swój adres email poniżej.

Empatia to czasami nie­chciany przez nas towarzysz. Choć to ostat­nio modne słowo, przez wiele osób jest błęd­nie rozumiane i cał­kowicie nie­sprawiedliwie kojarzone ze słabo­ścią. W TROPie nauczyliśmy się nie tylko z nią pracować, ale także przy­glądać się jej z uwagą. Doceniamy pracę naszych neuronów lustrzanych, zachęcając Was przy okazji, aby z należytą uważ­no­ścią czynić to samo. Empatia szybko może okazać się naszym przyjacielem, zarówno w życiu osobistym, jak i w pracy zawodowej. Empatyzujmy zatem uważ­nie i z uważ­no­ścią, tak jak uczy nas Jacek Jakubow­ski na swoim Treningu Roz­woju Uważ­no­ści Empatycz­nej.

Życzymy miłej lek­tury,
Zespół Grupy TROP

Maile z Waszymi propozycjami i tek­stami kieruj­cie na adres: tropletter@grupatrop.pl

Zobacz numery
archiwalne