Przyszłość, która już się dzieje

Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

„Literatura może być wyzwoleniem lub litanią. Może nami wstrząsnąć i popchnąć nas ku nowemu życiu albo uśpić w starym.(…) Jest to bowiem Księga Mądro­ści i jak każda księga mądro­ści zawiera mnóstwo głupot. (…) Kiedy mówimy, że jest to Księga Mądro­ści, to nie mamy na myśli książki filozoficz­nej. Filozofia wiąże się z prawdą i kon­sekwen­cjami, mądrość zaś dotyczy prze­noszenia istot ludz­kich z jed­nego stanu do drugiego. Prawda może być dobrą zabawą, ale często nie ma nic wspól­nego z mądro­ścią. Kiedy mistrz zen wali lachą ucznia po głowie, to czyni tak nie dlatego, że walenie ma cokol­wiek wspól­nego z prawdą, tylko dlatego, że pragnie go jedynie obudzić.”

Luke Rhinehart „Księga Kości” wyd. przez Zysk i S-ka Wydaw­nic­two w 2000 r.

Spo­tykam takie książki, które mną „wstrząsają” właśnie. Roz­jaśniają otaczającą prze­strzeń, pozwalają zauważyć nie­zauważone… Spo­tykam także ludzi, z którymi dzieje się coś waż­nego, głębokiego. Też mną wstrząsają. A wła­ściwie wprawiają mnie w dziwny stan speł­nienia i zakorzenienia.

Mądro­ścią w rozumieniu mistrza Reinehart’a zaj­muję się na co dzień. Taką mam pracę – tworzenie prze­strzeni do roz­woju. Jestem trenerem, coachem, kon­sul­tan­tem, czasem liderem. Próbuję sub­telną materię roz­woju zmie­ścić w gor­secie profesjonalizmu. Pomagam ludziom w prze­noszeniu się z jed­nego stanu w drugi. W poszukiwaniu, uczeniu się, zmienianiu stylu życia, sen­sow­nemu prze­wodzeniu innym. Czasami czuję się bar­dzo mądry, czasem bez­radny i zagubiony. Trawestując nieco cytat, który umie­ściłem na wstępie, starając się pomagać ludziom ‘w mądrzeniu” popeł­niam masę głupot.

Fascynuje mnie to, ile w ludziach jest mocy, chęci zmiany, ener­gii roz­woju. Prze­raża mnie, jak sami sobie blokują te moż­liwo­ści, jak potrafią zaprzepasz­czać swoje poten­cjały. Widzę, jak wszel­kiego typu organizacje dążą do wspól­noty, komu­ni­ka­cji, współ­pracy. I ile czasu mar­nują na pod­skórne kon­flikty, oparty na lęku marazm, puste deklaracje. Staram się budować tkankę spo­łeczną, torować osobowe relacje międzyludz­kie, bo one są właśnie wehikułem mądro­ści prze­noszącej ludzi z jed­nego stanu do drugiego. Mądro­ści ich własnej, która obudzona prze­kracza wewnętrzne bariery lęku, budzi pasję, ciekawość, poszukiwanie.

Przy­szłość

Szyb­kość zmian w naszych cza­sach jest nie­samowita. Przy­glądam się codzien­no­ści, w której ludzie noszą ze sobą swoje całe biuro (lap­top, komórka), współ­pracują na co dzień z osobami, których na oczy nie widzieli i uznają to wszystko za nor­malny spo­sób funk­cjonowania. Bom­bar­dowani nie­zliczoną ilo­ścią infor­macji, uczest­niczący w międzykul­turowym tyglu, pod­nieceni nie­zliczoną ilo­ścią okazji i moż­liwo­ści, próbujemy ogar­nąć jakoś to wszystko, nazwać, zro­zumieć.

Tak rodzi się pod­stawowy problem ist­nienia w świecie zmiany. To pod­stawowy wymiar naszej codzien­nej egzysten­cji. Więk­szość ludzi próbuje radzić sobie przy pomocy znanych, bez­piecz­nych narzędzi. Narzędzi, które pozwalały żyć w świecie prze­widywal­nym, stabil­nym. Pozwalały tworzyć plemiona, pań­stwa, całe cywilizacje oparte na w miarę klarow­nym sys­temie obyczajów, wierzeń, wiedzy. Nie jest żad­nym odkryciem, że zdol­ność do budowania języka pozwala nam uzyskiwać poczucie bez­pieczeń­stwa. Opisuję świat – wiem jak jest – jestem gotów do podej­mo­wa­nia racjonal­nych decyzji. Skąd wiem? Bo robią tak inni, bo my tu w naszej cywilizacji mamy nagromadzoną wiedzę, nadane od Boga lub wyeks­perymen­towane naukowo zasady, odkryte prawa…

Miałem szkolną miłość, z którą debatowałem o świecie. Z wewnętrz­nym ogniem i prze­konaniem mówiłem jej, jaki jest świat. A ona wybijała mnie z dobrego samo­poczucia prostymi pytaniami: a skąd to wiesz? Zostało mi to na całe życie. Nieco póź­niej uświadomiłem sobie, że prze­cież w innej kul­turze, na innym kon­tynen­cie ludzie opisywali świat ina­czej. Nie dość tego. Dzisiaj, w tej chwili, jacyś ludzie na świecie wymyślają, lub odkrywają coś, co może zmienić mój styl życia, moje rozumienie zjawisk, moje działanie. I nie jest to teo­retyczny wywód – każdy z nas prze­żywał już setki takich momen­tów. Zmiany ustroju, komórki i kom­putery, globalizacja – to wszystko dzieje się w nas i obok nas.

Prze­nieśmy to w codzien­ność. Dzisiaj idę na kolejną sesję akupunk­tury, która naj­lepiej leczy mnie z pew­nych dolegliwo­ści. Co to znaczy? Prze­cież medycyna chiń­ska opiera się na zupeł­nie innym widzeniu organizmu. Mówi o jakiś ener­giach, prze­pływach i na pod­stawie takiego opisu… skutecz­nie leczy! Jestem jed­nak prze­konany, że na pewne przy­padło­ści nie ma jak ostre, inwazyjne, europej­skie leczenie. Miałem ukochanego przyjaciela, który w leczył się wszel­kimi wschod­nimi metodami, w porę nie zdiagnozował raka i… zmarł. To który sys­tem jest praw­dziwy? Jakże chciał­bym w tak waż­nej dziadzinie, jaką stanowi zdrowie oprzeć się na jasnym sys­temie wiedzy, jed­noznacz­nie mówiącym, co mi jest i jak mam się leczyć. A tu nie dość, że czuję skutecz­ność dwóch sys­temów opar­tych na kom­plet­nie innych założeniach, to w moim własnym (amerykańsko-europejskim) lekarz wczoraj ordynujący kon­kretne postępowanie dzisiaj może już nie mieć racji (bo coś nowego odkryto, wynaleziono nowy lek etc).

Od tysięcy lat ludzie próbują opisać rzeczywistość przy pomocy wypracowywanych wspól­nie modeli myślowych. Chcąc efek­tyw­nie działać kształ­tujemy w sobie nawyki, postawy. Wyposażeni jesteśmy w roz­maite mechanizmy psychologiczne, które pozwalają żyć w… zro­zumiałym świecie. Dzięki procesom opisywanym jako dysonans poznaw­czy chęt­nie przyj­mujemy infor­macje, które potwier­dzają nasz obraz świata, a z lubo­ścią odrzucamy te, które do niego nie bar­dzo pasują. Jeżeli tych „nie­pasujacych” infor­macji jest dużo i stają się one dla nas mocno prze­konujące, z bólem musimy porzucić znany obraz rze­czy­wi­sto­ści i ułożyć sobie w głowie i sercu nawą poznaw­czą per­spek­tywę. A to oznacza często zmianę postaw, koniecz­ność wykształ­cenia nowych nawyków, wyeks­perymen­towania nowych zachowań. To proces bolesny, bo matka natura wyposażyła nas w roz­maite mechanizmy obronne. Prze­żywamy w takim momen­cie nie­po­kój, poczucie destabilizacji, nie wiemy, jak się zachować, jakie podej­mować decyzje i wybory życiowe. Mądrość budowała się do tej pory na tym, że kilka razy w życiu człowiek takowy proces prze­chodził i prze­trawione doświad­czenie pozwalało mu na pewien dystans, widzenie spraw z róż­nych punk­tów widzenia.

Tu przy­pomina mi się jeden z ukochanych dow­cipów.

Młody Żyd się żeni. Na wesele zaprosił oczywi­ście szacow­nego Rabina. Gdy ten przy­był, usadowiony został na honorowym miej­scu, a naj­lep­sze delicje pod­suwano mu obficie. Rabin sypał mądrymi przy­powie­ściami, czym uświet­nił całe przyjęcie (Żydzi nawet wspólne jedzenie wykorzystują do stania się odrobinę mądrzej­szymi). Następ­nego dnia rabin. prze­chodził koło domu nowożeń­ców, a że wspo­mnienie miał miłe, więc wpadł na chwilę. Ugosz­czono go naj­lep­szymi kąskami, a on opowiedział serię nowych przy­powie­ści, od których mądrość pana młodego znów wzrosła. Następ­nego dnia… rabin znowu wpadł. Następ­nego dnia znowu… Kiedy powtórzyło to się jesz­cze następ­nego dnia, pan młody poprosił rabina na bok i powiedział: Mam dla Ciebie, Rebe, taką moją przy­powieść. Był raz rabin. RAZ, ALE NIE CODZIEN­NIE!

Jak żyć w świecie, w którym codzien­nie trzeba mądrzeć? Prze­chodzić proces kwestionowania tego, co już wiem? Radzić sobie z nowymi praw­dami, pomysłami, nowymi zwyczajami, które już pojutrze zastąpione zostaną innymi?

W naturę człowieka wydaje się być wpisana potrzeba stabil­no­ści. Musimy mieć kon­trolę poznaw­czą nad tym wszyst­kim, co w nas i wokół nas się dzieje. Bez niej gubimy się w gąsz­czu nie­zrozumiałych zdarzeń, doświad­czamy bez­rad­no­ści… Wielcy mistrzowie z upodobaniem wprowadzali całe spo­łeczeń­stwa w ten właśnie stan. Od Sokratesa poczynając, widzieli w tym szansę na narastanie mądro­ści wewnętrz­nej. Pytanie, kwestionowanie prawd oczywistych, poszukiwanie roz­wiązań pozwalało na złapanie nowej per­spek­tywy, często na nowe odkrycia tech­niczne. Wielcy prorocy, poczynając od Buddy, przez Chrystusa i Mahometa, także zaczynali od zakwestionowania pod­stawowych prawd wiary i pokazywali nową, głęb­szą wg nich per­spek­tywę.

Jak już pisałem, problem w tym, że od tysięcy lat człowiek procesy takie prze­żywał raz, czasem kilka razy w życiu. Jak już przedarł się przez własne bariery, napo­cił z nie­po­koju, zro­zumiał, nauczył się, uwierzył, to z ulgą, a nawet rado­ścią i spo­kojem zakorzeniał się w poznawal­nym świecie. Naresz­cie rozumiał, kim jest, gdzie żyje. Starał się bogacić, zdobywać pozycję spo­łeczną, władzę, a także wiedział, jak przy­gotować się do śmierci poprzez modlitwę lub medytację. Żył sobie w świecie, który dobrze rozumiał. Wiedział, kto dzierży władzę, jak wyrabia się przed­mioty codzien­nego użytku, z kim i w jaki spo­sób uprawiać seks i co to znaczy być przy­zwoitym człowiekiem. Oprócz elit i włóczęgów nie ruszał się z miej­sca, w którym żył, wiedział, że świątynia jest jedna i wszyscy (lub prawie wszyscy) do niej właśnie uczęsz­czają. Wiedział jak budować naj­bliż­sze swoje otoczenia, czyli rodzinę, ród, plemię lub środowisko zawodowe.

Co zrobić w sytu­acji, kiedy to „prze­poczwarzanie się” wła­ściwie jest procesem ciągłym? Kiedy naturalny proces „mądrzenia” przy­biera nie­spotykane tempo? Kiedy kom­putery, globalizacja, a przede wszyst­kim nie­praw­dopodobny przy­rost wiedzy tworzy codzien­ność, która ciągle zaskakuje nas nowym spo­so­bem rozu­mie­nia zjawisk, wymusza inny spo­sób pracy, tworzy nie­praw­dopodobną ilość moż­liwo­ści wyboru stylu życia? Jak tu poradzić sobie ze stresem zmiany ciągłej, codzien­nej? Jak żyć w nie­pew­no­ści, generowanej przez świadomość, że to jak właśnie w tym momen­cie myślisz i co wiesz praw­dopodob­nie za chwilę będzie nieak­tualne? Jak budować orga­ni­za­cję, w której ciągle trzeba wszystko zmieniać, reor­ganizować, wprowadzać nowe tech­nologie, adekwat­niej­sze zwyczaje?

Peter Druc­ker w nie­samowitej książce p.n. „Spo­łeczeń­stwo pokapitalistyczne” opisuje to w ten spo­sób:

„W ciągu 150 lat, od 1750 do 1990 roku, kapitalizm i tech­nologia pod­biły świat i stworzyły światową cywilizację. Ani kapitalizm ani wynalazki tech­niczne nie były czymś nowym; jedno i drugie było powszech­nym, powielającym się zjawiskiem na prze­strzeni wieków, zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie. Nowo­ścią natomiast była szyb­kość ich roz­przestrzeniania się oraz olbrzymi zasięg ignorujący kul­tury, klasy i geo­grafię. I właśnie owa szyb­kość i zasięg, prze­kształ­ciły kapitalizm w „Kapitalizm” i w „sys­tem”, a postęp tech­niczny w „rewolucję prze­mysłową”.

Trans­for­macja ta dokonała się przez radykalną zmianę w znaczeniu wiedzy. Zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie wiedza zawsze była postrzegana jako odnosząca się do ist­nienia człowieka. Nie­mal w ciągu doby zaczęła być stosowana do działania. Stała się zasobem i użytecz­no­ścią. Wiedza była zawsze dobrem prywat­nym. Nie­mal z dnia na dzień stała się dobrem publicz­nym.

Przez sto lat — w pierw­szej fazie — wiedza była stosowana do narzędzi, procesów, produk­tów. Zapocząt­kowało to rewolucję prze­mysłową. Ale stworzyło także jakość, którą Marks nazywał „alienacją” i „nowymi klasami”, stworzyło także walkę klas, a wraz z tym — komunizm. W swej drugiej fazie, zaczynającej się około 1880 roku i mającej swe naj­więk­sze osiągnięcia w okre­sie II wojny światowej, wiedza w swym nowym znaczeniu zaczęła być stosowana wobec pracy. Zapocząt­kowało to rewolucję produk­tyw­no­ści, która w ciągu 75 lat prze­kształ­ciła proletariuszy w śred­nią klasę miesz­czań­ską, z dochodami bliskimi klasie wyż­szej.

A więc rewolucja produk­tyw­no­ści pokonała walkę klas i komunizm. Ostat­nia faza zaczęła się po II woj­nie światowej. Obec­nie wiedzę stosuje się dla niej samej. Nosi to nazwę rewolucji w zarządzaniu. Teraz wiedza szybko staje się jedynym czyn­nikiem produk­cji, spychając na drugi plan zarówno kapitał, jak i siłę roboczą. Byłoby przed­wczesne (z pew­no­ścią także byłoby to dowodem zarozumiało­ści) nazywać nas „spo­łeczeń­stwem wiedzy” — jak dotąd dys­ponujemy jedynie ekonomią opiera­jącą się na wiedzy. Ale na pewno nasze spo­łeczeń­stwo jest „pokapitalistyczne”.

P. Druc­ker, Spo­łeczeń­stwo pokapitalistyczne Od kapitalizmu do spo­łeczeń­stwa wiedzy

Do życia w spo­łeczeń­stwie pokapitalistycz­nym jesteśmy total­nie nie­przygotowani. Wróćmy jesz­cze raz do Księgi Kości.

“Prze­mykając się przez pół życia od jed­nej pomyłki do drugiej, nie­którzy z nas dochodzą do wniosku, że stoją na twar­dym grun­cie dopiero wtedy, kiedy czują pod nogami ruchome piaski. Albowiem nic nie jest wiadome: tylko tego jesteśmy pewni.”

Luke Rhinehart „Księga Kości” wyd. przez Zysk i S-ka Wydaw­nic­two w 2000 r.

Nie­stety wiele osób, z którymi się spo­tykam, nie przyj­muje do wiadomo­ści tego, w jakiej się znalazły sytu­acji. „Radzą sobie” z rzeczywisto­ścią opierając się na będących zawsze pod ręką swoj­skich mechanizmach obron­nych. Wypierają, czyli „nie zauważają” róż­nych procesów. Racjonalizują, czyli używają róż­nych modeli myślowych, których jedyną zaletą jest to, że są proste, albo dobrze znane. Zaprzeczają, czyli mówią fak­tom „nie, was nie ma”. Freud by się uśmiał. Jest w tym wszyst­kim jeden kłopot. Rzeczywistość ma to do siebie, że jest. A raczej, że się dzieje. My tu sobie używamy róż­nych mechanizmów obron­nych, umawiamy się na coś, mówimy „od wieków było tak i tak” i myślimy, że wszystko mamy pod kon­trolą. A ona, nie­czuła na nasze zaklęcia, wycina nam numer za numerem. Z upo­rem god­nym lep­szej sprawy jesz­cze bar­dziej usiłujemy ją okieł­znać, ułożyć, sprasować tak, by pasowała do naszego wypracowanego w bólach obrazu świata. A ona, nie­grzeczna, nie bar­dzo zauważa te wysiłki i robi swoje.

W „Szoku przy­szło­ści” Alvin Tof­fler już 30 lat temu pisał, że więk­szość ludzi potrzebuje pomocy, by się adap­tować do coraz szyb­ciej przeobrażającego się świata. Prze­powiadał, że jeżeli nie zostanie stworzony specjalny sys­tem wspar­cia, coraz więcej będzie osób zdez­orien­towanych, sfrustrowanych, bez­rad­nych, podej­mujących pod wpływem stresu nie­racjonalne decyzje życiowe, inwestycyjne i… polityczne. Jest gorzej. Symp­tomów „nie­radzenia sobie” z życiem w zmianie jest coraz więcej. Uderzają w nas codzien­nie, musimy wal­czyć z wynikającymi z nich zjawiskami. A walka z objawami bez zro­zumienia przy­czyn koń­czy się zawsze fiaskiem.

„…jesteśmy ostat­nią generacją starej cywilizacji, a zarazem pierw­szym pokoleniem nowej. Dlatego wiele naszych osobistych lęków, niejasno­ści i uczuć zagubienia rodzi się z kon­fliktu, który roz­grywa się w nas samych i w instytucjach naszego życia.

Jest to kon­flikt pomiędzy umierającą cywilizacją drugiej fali a wynurzającą się cywilizacją, która domaga się dla siebie miej­sca. Jeżeli raz to zro­zumiemy, wtedy wiele bez­sen­sow­nych na pierw­szy rzut oka wydarzeń ukaże swą głęboką treść. Zaczną się odsłaniać zarysy wiel­kiego wzorca prze­mian.”

Alvin i Heidi Tof­fler “Budowa Nowej Cywilizacji”. Polityka trzeciej fali. Wydaw­nic­two Zysk i S-ka

Nikt nie zna tego wiesz­czonego przez Tof­flera wzorca. Jest on wręcz z istoty swojej nie­po­znawalny – bo się dopiero tworzy. I nie zależy od procesów przy­rody, losowych zdarzeń, które z pokorą musimy znosić. Powstaje z syn­tezy (albo zwykłego prze­mieszania) milionów decyzji, które my, ludzie, na co dzień podej­mujemy. Z tego właśnie wykluwa się przy­szła rzeczywistość. To odpowiedzial­ność, której chyba jesz­cze ludz­kość nie doświad­czyła. Bo nie dotyczy ona jakiejś wąskiej garstki wład­ców i królów, którzy zresztą nigdy nie mieli do dys­pozycji tak potęż­nych narzędzi, jakie dzisiaj ma pod ręką prze­ciętny menadżer. Dotyczy Ciebie i mnie. Dzisiaj.

Siedząc na pograniczu epok możemy zer­kać w przy­szłość, jakoś się do niej przy­gotowywać Wielu autorów, których dalej będę cytował, wychwytuje jakieś wzory, które daje się nazwać, opisać, a przez to zro­zumieć kawałek nad­ciągającego świata. Naj­trud­niej­sze jest jed­nak to, że w końcu musimy zmierzyć się… z nie­wiadomą. I tu zaczynają się schody. Tu dopada nas cał­kowicie realna i codzienna trwoga, która do tej pory mogła sobie przy­bierać pozę „egzysten­cjal­nej”, a dostęp do nas miała w momen­cie mierzenia się z nie­uchron­no­ścią śmierci, czy próbą zro­zumienia Boga. Teraz zaczyna towarzyszyć nam codzien­nie, przy podej­mowaniu zwykłych decyzji, dokonywaniu wyborów, planowaniu. Jak wes­przeć własne dziecko w wyborze drogi życiowej, skoro za pięć lat ciekawe i popłatne będą zawody, które jesz­cze się nie narodziły? Jak budować strategie biz­nesowe, od których zależą losy tysięcy ludzi, jeżeli globalne mechanizmy w jed­nej chwili mogą wywrócić wszyst­kie nasze założenia? Jak planować reformy sys­temowe, jeżeli podej­mowane w danym momen­cie roz­wiązania mogą za chwilę okazać się kom­plet­nie nieadekwatne do tego, co się właśnie dzieje? Te i setki podob­nych pytań nie są abs­trak­cją. Są stałym elemen­tem naszego działania.

A my, ludzie, jesteśmy jakoś skon­struowani. Tak jak powietrze do oddychania, tak do spraw­nego działania, emocjonal­nej rów­nowagi i poczucia sensu życia potrzebujemy poznaw­czej kon­troli nad światem. Jakiegoś porządku, dzięki któremu wiemy, jak się poruszać. Człowiek może działać wtedy, kiedy rozumie to, co się wokół niego dzieje. Jeżeli to traci, zaczyna doznawać opisanej przez Mar­tina Selig­manna „wyuczonej bez­rad­no­ści”. Ma poczucie, ze nie warto w nic wkładać wysiłku, bo i tak nic od niego nie zależy. Dopada go obojęt­ność, cynizm, obrasta w fatamor­gany wygenerowane przez jego własne mechanizmy obronne i wyrabia takie głupoty, że sam jest nimi prze­rażony.

Naj­prost­szym zachowaniem jest szukanie prostych, wszystko wyjaśniających odpowiedzi. Coraz więcej ludzi na świecie sym­patyzuje z fanatycz­nymi, ksenofobicz­nymi ugrupowaniami mającymi takie właśnie proste odpowiedzi na otaczającą nas rzeczywistość. Winni całemu zły są zwykle imigranci, bogacze, pazerne kor­poracje lub nie­udolni politycy. Dla świata arab­skiego winna jest kul­tura Zachodu, dla Zachodu – ter­rory­ści arab­scy.

A w Pol­sce Żydzi, oligar­chowie i służby specjalne. Naszym trud­nym, nie­daw­nym doś­wiad­cze­niem jest to, że w Pol­sce, dum­nej z etosu Solidar­no­ści, nie­praw­dopodob­nych prze­mian gospodar­czych i spo­łecz­nych, w pew­nym momen­cie do władzy potrafią dojść politycy nie rozumiejący rze­czy­wi­sto­ści, zakorzenieni w kom­plek­sach osobistych, cynicz­nym cwaniac­twie i ksenofobicz­nej tęsk­nocie do tradycyj­nej pol­sko­ści, którą tylko oni potrafią zdefiniować.

Innym objawem nie radzenia sobie z życiem w zmianie jest plaga uzależ­nień. Do klasycz­nego uzależ­nienia od nar­kotyków (zarówno tych legal­nych, jak nikotyna i alkohol, jak i nie­legal­nych) udało nam się dodać wła­ściwie wszystko, co człowiek w naiw­no­ści swojej gotów jest robić. Uzależ­niamy się od hazardu, obżerania się, zakupów, pracy, seksu, słodyczy, sil­nych prze­żyć, Inter­netu, telewizji… Uzależ­nienie jak sama nazwa wskazuje, pozwala osiągnąć jakąś pozorną stabil­ność. Jest ucieczką od rze­czy­wi­sto­ści, chorą odpowiedzią na potrzebę stabil­no­ści, zakorzenienia, trwałego rytuału. Jest udawanym spoiwem pozor­nych wspól­not ist­niejących w postaci młodzieżowych sub­kul­tur, osiedlowych ekip pijaków, peł­nych wyż­szo­ści biz­nesowych pracoholików, czy hord oddających się przed­świątecz­nym amokom zakupowym.

Wydawać by się mogło, że nie ma wyj­ścia. Potrzebujący stabil­no­ści, jasnych reguł, ograniczony w swych moż­liwo­ściach prze­twarzania infor­macji człowiek pochłonięty zostanie przez demony, które sam uruchomił. Być może tak się stanie. Nieokieł­znana kon­sump­cja napędzana coraz skutecz­niej­szymi reklamami, pseudopolityka oparta na wyglądzie polityków w telewizji, a nie tym, co mają do powiedzenia, wszech­ogar­niająca, dająca złudne poczucie kon­troli biurokracja, a na końcu róż­nej maści, fanatyzmy z ich koronną formą w postaci ter­roryzmu – wszystko to zadusi człowieczeń­stwo, wypleni sens i stworzy bez­kształtną pulpę ludzką. Taką wizję nakreśla zresztą wiele analiz skąd­inąd mądrych, świadomych zagrożeń myślicieli. Peł­nią one funk­cję samospeł­niających się prze­powiedni, bo po prze­czytaniu każ­dej z nich naj­łatwiej byłoby zapaść w depresję i prze­stać robić cokol­wiek. Wpraw­dzie ich autorzy mają nadzieję obudzić mnie i Ciebie, potrzasnąć, uświadomić zagrożenia, ale często dostar­czają argumen­tów potwier­dzających duchowe lenistwo.

Wyj­ściem jest inne spoj­rzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Trzeba, pamiętając o całej ciem­nej stronie rze­czy­wi­sto­ści, spróbować zobaczyć rzeczy sen­sowne, mądre, rokujące. A tych naprawdę jest dużo.

Cała ta zmiana przyniosła nie­praw­dopodobne pod­wyż­szenie produk­tyw­no­ści. Wpraw­dzie znaczna jej część służy roz­kręcaniu kon­sump­cji, ale coraz bar­dziej powięk­sza się obszar ludzi żyjących w jakim takim dobrobycie. Globalizacja, nie­zależ­nie od zagrożeń, powoduje także to, że coraz więcej ludzi zaczyna przej­mować się losem i real­nie pomagać ludziom na innych kon­tynen­tach. Zauważ­cie, że wła­ściwie na każdą katastrofę (trzęsienie ziemi, powódź) reagują rządy i organizacje poza­rzą­dowe z całego świata. W Pol­sce bar­dzo sil­nie doświad­czyliśmy tego w czasie dogorywania poprzed­niego sys­temu – pomoc z krajów Zachodu była material­nym wspar­ciem i nie mniej waż­nym duchowym sygnałem solidar­no­ści.

Zmiany w Pol­sce są jed­nym z naj­lep­szych przy­kładów dziejącego się na naszych oczach dobra. Jesz­cze trzydzie­ści lat temu wydawało się, że Wielki Brat, czyli ZSRR, nie dopu­ści do jakiej­kol­wiek odwilży i czoł­gami zdusi każdy przejaw samodziel­no­ści. A teraz? Nie­zależ­nie od wszel­kich słabizn mamy kraj naj­lepiej w Europie radzący sobie z kryzysem gospo­dar­czym! Tego się chyba nikt w naj­śmiel­szych marzeniach nie spo­dziewał.
Dręczy mnie jed­nak prze­czucie, że praw­dziwa szansa wynikająca z dziejących się procesów jest znacz­nie głęb­sza. Sens tego, w jakim kierunku zmierza świat, jest tak eks­cytujący, że dech w pier­siach zapiera. Jak o tym myślę, to przy­chodzi mi do głowy zasłyszana metafora o wychodzeniu z dziecięcego-nastolatkowego etapu roz­woju ludz­ko­ści i powol­nym wchodzeniu w doj­rzałość. Pode­prę się znowu cytatami które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie.

„Na naszych oczach, a naszym życiu rodzi się nowa cywilizacja, a ślepcy usiłują ją uśmier­cać” (…)

Nowy cykl, który przynosi trzecia fala, za pod­stawę mieć będzie zróż­nicowane i odnawialne źródła ener­gii. Nowe metody produk­cji, które do lamusa ode­ślą więk­szość produk­cji taśmowej i nowy typ rodziny, która nie będzie miała charak­teru zamkniętej w sobie komórki. Pojawią się nowe instytucje, które będzie można nazwać elek­troniczną wioską. Radykal­nie prze­kształ­cone zostaną szkoły i formy współ­działania. Rodząca się cywilizacja spisuje dla nas nowy kodeks zachowań. Usunie stan­daryzację, syn­chronizację i cen­tralizację, usunie kon­cen­trację ener­gii, pieniędzy i władzy. Ta nowa cywilizacja ma swoją własną wizję świata, swoje własne podej­ście do czasu, prze­strzeni, logiki i przy­czynowo­ści. Ma też swoje własne zasady polityki przy­szło­ści.”

Alvin i Heidi Tof­fler Budowa Nowej Cywilizacji. Polityka trzeciej fali. Wydaw­nic­two Zysk i S-ka

Kiedy pierw­szy raz prze­czytałem wywody Tof­flera, zatrzęsło całym moim jestestwem. Trochę smutno nawet mi się zrobiło, że moje intuicje z wczesnej młodo­ści nie były moim, indywidual­nym wynalaz­kiem, tylko odzwier­ciedleniem jakiegoś głęb­szego, ogól­niej­szego procesu. Pomyślałem także, że hipisow­ski, kontr­kul­turowy ruch był zbiorowym prze­czuciem idącej zmiany. Może naiw­nym, może zaplątanym w nar­kotyki i idealistyczne mrzonki, ale krzyczącym eks­presyj­nie – COŚ SIĘ ZMIENIA!!! I wygląda na to, że intuicja ta była słuszna.

Nie tylko Tof­fler pisze takie herezje. Peter F. Druc­ker, absolutny guru nowoczesnego zarzą­dza­nia, którego uznają i szanują doradcy biz­nesowi, prezesi, naukowcy jedną ze swoich pod­stawowych książek zatytułował „Epoka pokapitalistyczna”!. Nie jest to tekst lewaka, czy alter­globalisty, tylko człowieka, na którego kon­cep­cjach usiłują oprzeć swoje strategie nowoczesne kor­poracje. Jego tezy w duchu przy­pominają rewolucję psychologii humanistycz­nej, która prze­war­to­ściowała prak­tykę psychologiczną trzydzie­ści lat temu. Zarządzanie nazywa sztuką wyzwoloną.

„Zarządzanie dotyczy istot ludz­kich. Jego zada­niem jest umoż­liwienie ludziom wspól­nego osiągania celów oraz uczynienie pożytku z ich zalet, a z wad cech zupeł­nie nieistot­nych.(…) zarządzanie wiąże się z integracją ludzi połączonych wspól­nym przed­się­wzięciem.(…) Każ­demu przed­siębior­stwu potrzebne jest zaan­gażowanie w realizację wspól­nych celów i kul­tywowanie wspól­nych war­to­ści. (…)

Zarządzanie musi też dawać orga­ni­za­cji i każ­demu z jej człon­ków moż­liwość wzrostu i roz­woju w miarę tego, jak zmieniają się potrzeby i moż­liwo­ści. Każde przed­siębior­stwo jest uczącą się i nauczająca instytucją. Szkolenie i roz­wój musi dotyczyć wszyst­kich szczebli – musi to być nie­ustające szkolenie i ciągły roz­wój. (…) Każde przed­siębior­stwo tworzą ludzie o róż­nych umiejęt­no­ściach i wiedzy, ludzie wykonujący róż­nego rodzaju prace. Przed­siębior­stwo musi być więc budowane na wzajem­nym poro­zumieniu i indywidual­nej odpowiedzial­no­ści.”

Peter F. Druc­ker “Myśli prze­wod­nie Druc­kera” wyd. MT Biz­nes sp. z o.o.

Bar­dzo to dalekie od wyobrażeń o biz­nesie jako miej­scu wyzysku, wzajem­nych oszustw, twar­dej i brutal­nej walki każ­dego z każ­dym. Paradoks życia w prze­łomie polega na tym, że rzeczywistość się zmienia, a stary obraz świata jest jesz­cze mocno zakorzeniony w umysłach, nawykach, stereo­typach więk­szo­ści ludzi. Nie ma się co dziwić. Tysiące lat porządek cywilizacyjny oparty był na dominacji. Pod­bój cudzych terytoriów był naj­lep­szym spo­so­bem na roz­wój. Jeżeli w porę się MY się nie uzbroiliśmy, to ONI nas mogli napaść. A jak już byliśmy mocni, to… napadaliśmy ICH, bo naszemu plemieniu, rodowi, potem narodowi należało się godne miej­sce i dominująca pozycja. A naj­lepiej, jak udało się stworzyć imperium. Wtedy wszyscy podziwiali geniusz wodza, a poeci opiewali bohater­skie czyny polegające na wyrżnięciu głupich bar­barzyń­ców (bar­barzyń­cami byli zawsze ONI). Koń­cząca się era kapitalizmu wydaje się być ukoronowaniem tego stylu myślenia. Kto ma kasę, ten ma władzę. Wymusza normy prawne, zmusza do pracy ogłupiałe rzesze robot­ników, kreuje władzę i tworzy porządek. Wszystko to uzasad­nia odpowied­nimi ideologiami.

To się spraw­dzało. Czy to nam się podoba, czy nie, cywilizacja oparta na dominacji nakręcała roz­wój, ustanawiała porządek spo­łeczny, pozwalała wyżywić coraz więk­sze rzesze ludzi.

I wszystko wskazuje na to, że… to się koń­czy. Nie dlatego, że to nie­ładne, nie­moralne i nie­zgodne z przy­kazaniami. W rodzącym się nowym świecie, narastającej trzeciej fali, spo­łeczeń­stwie pokapitalistycz­nym relacje oparte na dominacji są… nieefek­tywne. Ina­czej mówiąc – coraz bar­dziej staje się widoczne to, że więcej pieniędzy zarabia się na part­ner­skiej współ­pracy, a nie na walce. Na uczciwej kon­kuren­cji, a nie na agresyw­nym oszustwie.

To brzmi nie­wiarygod­nie, bar­dzo odstaje od obrazu codzien­no­ści, który chęt­nie gości w naszych głowach. Jed­nak to dzieje się na naszych oczach, tuż obok, w tej chwili…



Podoba Ci się ten artykuł? Udostęp­nij go!

Co to jest BAIT?

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • specjalizacji w Akademii TROP,
  • modeli roz­woju,
  • idei, podejść i obszarów pracy,
  • rynku szkoleniowego.

Zapraszamy do lek­tury.

Po prawej stronie możesz prze­glądać nasze artykuły po autorach oraz zobaczyć naj­now­sze pozycje. Poniżej natomiast znaj­duje się podział według zagad­nień. Ten spis jest zawsze dostępny pod tre­ścią artykułu.

Autorzy

Klik­nij na osobie, aby zobaczyć jej artykuły:


Dorota Szczepan-Jakubowska


Jac Jakubow­ski


Alicja Kulawik


Justyna Zacharuk


Paulina Wój­cik

Zagad­nienia

Klik­nij na zagad­nieniu, aby roz­winąć listę artykułów.

Czy wiesz co to znaczy? — Pojęcia

Dokąd zmierzamy? — przy­szłość gospodarki i cywilizacji

Ewa­lu­acja, czyli co tu się dzieje

Inteligen­cja emocjonalna i empatia

Metoda TROP

Praca z kon­flik­tem

Praca zespołowa

Przy­wódz­two

Schowek na narzędzia, czyli pakamera

Studia przy­pad­ków

Szkolenie i coaching

Zmiana i roz­wój

Naj­now­sze atykuły

Trening Roz­woju Uważ­no­ści Empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2017-08-04 11:11:55

Opór: wróg czy sojusz­nik — Jac Jakubow­ski, 2017-07-24 12:54:14

Trenowanie spon­tanicz­nej reak­cji empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2014-10-27 12:43:00

Przy­szłość, która już się dzieje — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

Nawyk — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 12:25:00

Przed­siębior­czość trenera, coacha, lidera zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 11:55:00

Zmiana (czyli ludzie a zmiana) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:41:00

Procesy grupowe (czyli koszty i zyski wynikające z ist­nienia procesów grupowych) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:31:00

O sytu­acji edukacyj­nej. O uczeniu się — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

O procesie grupowym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:22:00

Animatorzy roz­woju — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:11:00

Pokaż się — moc super­wizji — Justyna Zacharuk, 2014-10-14 19:24:00

Nowy paradyg­mat zarzą­dza­nia w cywilizacji wiedzy — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 17:08:00

Być per­for­merem spo­łecz­nym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Proces uczenia się we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 17:11:00

Lider zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 16:00:00

Być sobą w świecie zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-12 15:57:00

Modele myślowe — Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Dylematy współ­czesnego biz­nesu — Jac Jakubow­ski, 2014-10-10 10:24:00

Emocje i empatia — Jac Jakubow­ski, 2014-10-09 12:04:00