Być performerem społecznym

Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Zmiana… Tysiące lat ludzie wal­czyli z nią na setki spo­sobów. Tworzyli sys­temy polityczne, gospodar­cze, religijne, ustanawiali zasady, budowali kul­tury. Żyli w ułud­nej stabil­no­ści. W codzien­ność zmiana zaczęła prze­nikać tuż przed koń­cem XX wieku. Począt­kowo nie­śmiało, małym krocz­kami, robiąc tylko trochę szumu i zaraz znów się wycofując budziła w ludziach nie­po­kój, zaskoczenie, nie­pew­ność… Jak tylko zasmakowała per­wer­syj­nej przyjem­no­ści mieszania, gmatwania, plątania chciała więcej i więcej. W ten oto spo­sób na stałe zajęła wygodny fotel wśród zacnego grona licz­nych sub­stan­cji, powstających w wyniku aktyw­no­ści człowieka. Od tego czasu codzien­nie, raz pełną pier­sią, innym razem zachowaw­czo razem z powietrzem wdychamy zmianę. I albo pod­dajemy się jej działaniu, albo to działanie współ­tworzymy, albo też bun­tujemy się prze­ciwko niemu, tworząc… kolejną zmianę.

Powstaje tylko pytanie, dlaczego „zmiana”, w mniej lub bar­dziej świadomy spo­sób zawsze obecna w świecie, budzi tyle tak skraj­nych emocji? Dlaczego jedni uciekają przed nią, starają się zastygnąć i udawać, że jej nie ma? Dlaczego dla innych z kolei staje się nieod­partą pokusą i ślepo rzucają się w taniec z nią? Dlaczego znów jedni prowadzą ją w tańcu, a inni dają się jej uwieść? Może dzieje się tak dlatego, że zmiana jest życiem, żywiołem, oznacza ruch, aktyw­ność, dzianie się. Oznacza też koniecz­ność bycia czuj­nym, uważ­nym na to, co dzieje się wokół. Otwiera czas poszukiwań, nowych dróg, nowych roz­wiązań.

Kim w takim układzie może być śmiałek, którego wdychanie powietrza nasiąk­niętego zmianą pcha, uskrzydla, napędza, dodaje wiatru w żagle? Kim jest ten, którego życiu sens nadaje nie­ustanne podążanie za tą mocą powoli wyłaniają się z men­tal­nego cienia? Kim wresz­cie jest ten, który umie wyciągnąć ze zmiany naj­więk­sze zaklęcie i zaczarować nim tych, którzy jesz­cze nie wiedzą, jak bar­dzo ją pokochają?

To… per­for­mer. Nie, nie ten wypruwający sobie flaki na scenie, żeby wstrząsnąć widzem. Per­for­mer spo­łeczny, uruchamiacz procesów, twórca prze­strzeni part­ner­skiej twór­czo­ści. Źródła poszukać można w działal­no­ści Jerzego Grotow­skiego, który wyeks­perymen­tował w swoim Teatrze Laboratorium bazę duchowo-pojęciową. Pod­sumował swoje poszu­ki­wa­nia w ten spo­sób:

„Per­for­mer przez duże „P” jest człowiekiem czynu. Nie jest człowiekiem, który gra kogoś innego. Jest tan­cerzem, kapłanem, wojow­nikiem; jest poza gatun­kami estetycz­nymi.(…) Per­for­mer wie, jak powiązać impulsy ciała z dźwięcz­no­ścią. Obser­watorzy osiągają stany o dużej inten­syw­no­ści, ponie­waż – jak mówią – poczuli obec­ność. A dzieje się to dzięki per­for­merowi, który stanowi pomost między obser­watorem a czymś. W tym sen­sie Per­for­mer to pon­tifex, budow­niczy mostów.”

Dlaczego akurat per­for­mer, a nie np. lider zmiany czy animator? Wydaje się, że per­for­mer jest w stanie wznieść ów kon­takt ze zmianą na inny poziom – nie tylko cieszy się z tego, że ją poznał, dostrzegł i może wziąć w niej udział, zapraszając przy okazji do tej aktyw­no­ści innych. Siła per­for­mera tkwi w procesie STWARZANIA! Per­for­mer sam kreuje sytuacje zmiany, prowokuje otaczającą rzeczywistość, podej­muje działania, które tworzą zor­ganizowane prze­strzenie… wol­no­ści. From­mow­skiej „wol­no­ści do1 , czyli pozwalającej na auten­tycz­nie pod­miotowe, autor­skie działania uczest­ników wydarzenia. Posiada umiejęt­ność kreowania procesów spo­łecz­nych, ciągłego wprawiania ich w ruch, ale w taki spo­sób, żeby aktywizowały one wewnętrzną moc bytów w nich uczest­niczących.

Jest kimś innym niż lider czy animator, którzy też prze­cież tworzą zmiany spo­łeczne. Natomiast nie każdy twórca zmiany spo­łecz­nej jest per­for­merem. Per­for­merem staje się ten, który działa sobą, a jed­nocześnie wie, co robi. Tworzy nie­po­wtarzalne wydarzenia, ale działa w obrębie spraw­dzal­nej kon­cep­cji. Jest artystą, ale także profesjonalistą. Uruchamia ludzi, ich moż­liwo­ści, otwiera ich na „dzianie się”, inspiruje do dziecięcego bęc! Zmiana!, uruchamia procesy. Miarą suk­cesu per­for­mera są właśnie wszel­kie „procesy uruchomione”. Per­for­mer niczym idealna swatka, zaprasza ludzi do poszu­ki­wa­nia Buberow­skiego2 „kierunku”, tak, żeby nieod­party urok zmiany mógł zacząć oddziaływać, kusić, aż w końcu niczego nie podej­rzewająca istota się zakochuje. I wydaje się, że to właśnie stanowi esen­cję bycia per­for­merem – uruchamia machinę, zaprasza i… znika, zostawiając uczest­nikom wol­ność działania. Rdzeniem jego pracy jest wyzwalanie pod­miotowo­ści, samodziel­no­ści, przed­siębior­czo­ści.

Fan­tastyczny w swej prostocie jest fakt, że pod­stawowym narzędziem per­for­mera jest Tisch­nerow­skie SPO­TKANIE!3 Instynk­tow­nie dąży do stworzenia prze­strzeni sprzy­ja­ją­cej otwieraniu się na zmiany i budzeniu w ludziach ich pod­miotowo­ści, świadomo­ści istoty tego, co się wokół dzieje. Ćwiczy sztukę obec­no­ści, towarzyszenia… Będąc, powoduje zmiany w spo­sób pozor­nie przy­pad­kowy, niein­ten­cjonalny. „Czyni” jakieś wydarzenie. Kunszt jego działań polega na tym, że świadomie doprowadza do wydarzeń, które budzą w ludziach wewnętrzny proces, ożywiają war­to­ści, ale… nie programują, nie narzucają, a nawet nie deter­minują kierunku. To uczest­nicy mają wziąć udział, odpowiedzial­ność, autor­stwo i stworzyć swój osobisty, nie­po­wtarzalny efekt. Per­for­mer pil­nuje kierunku działania, ale kon­trolę nad wewnętrz­nym procesem każ­dego uczest­nika pozostawia jemu samemu. Wierzy w moc wewnętrzną uczest­ników, w ich nie­po­wtarzal­ność, a także w to, że tylko wewnętrzny wysiłek odkrywania i nadawania znaczeń daje praw­dziwą zmianę.

Per­for­mer w naturalny spo­sób wiąże swoje życie ze zmianą, wdycha ją pełną pier­sią każ­dego dnia. Potrzebuje jej, żeby w ogóle móc funk­cjonować. Z drugiej strony zakorzenia się w war­to­ściach, a raczej w ich przejawach w postaci kul­tury. Własnej, rodzimej i z rado­ścią witanej cudzej. Świadome zakorzenianie się i korzystanie z inno­ści jest prze­cież też zmianą. Jest aktyw­nym poszukiwaniem sensu.

Świadomość tego, że nic nie jest trwałe, że wkroczyło się na ścieżkę ciągłego dążenia jest cudow­nie uwal­niająca i prze­rażająca zarazem. Daje nie­bywałą satys­fak­cję, poczucie mocy i moż­liwo­ści kreowania rze­czy­wi­sto­ści. I jed­nocześnie płaci się za to ogromne koszty. Po pierw­sze ego zaczyna się pięk­nie nadymać. A to zabija sen­sow­ność działań i zakaża roz­huś­tane procesy. Po drugie człowiek kwestionujący oczywisto­ści, per­manent­nie pod­ważający nawet własne kon­cep­cje, pociąga, a jed­nocześnie nie­po­koi. Często budzi złość i agresję. I w kon­sekwen­cji jest wypychany z dążących do stabil­no­ści orga­ni­za­cji, instytucji.

Paradoks tkwi w tym, że w naszym świecie narastającej zmiany upo­rać się z nią mogą tylko per­for­merzy spo­łeczni. Biz­nes z nie­ustan­nie falującym ryn­kiem, koniecz­no­ścią codzien­nej innowacji, elastycz­no­ści, zmuszony do budowania sieci relacji musi zmianę wbudować w codzienne ist­nienie. Organizacje poza­rzą­dowe chcące naprawdę roz­wiązać kon­kretne problemy spo­łeczne, tworzyć miej­sce roz­woju muszą nie­ustan­nie poszukiwać, kwestionować dotych­czasowe spo­soby działań, empatycz­nie współ­pracować z ludźmi. Polityka, ta naj­bar­dziej zapóź­niona dziedzina działań ludz­kich musi w końcu oprzeć się na profesjonal­nym zarządzaniu aktyw­no­ścią obywateli, wspierać ich samodzielne działania. Jeżeli nie pój­dzie w tę stronę, czeka nas katastrofa spo­łeczna, której przed­smak czujemy na co dzień. Edukacja, kul­tura, dbanie o zdrowie i bez­pieczeń­stwo muszą być oparte na rozum­nych projek­tach uwzględ­niających pod­miotowy udział ludzi, których dotyczą.

Pojedyn­czy per­for­mer nie ma szans. Dopiero grupy samodziel­nych, ale umiejących współ­pracować per­for­merów mogą tworzyć projekty roz­woju spo­łecz­nego uwzględ­niające róż­norodne doświad­czenia dające szanse na pozytywny efekt. I dalej – takie grupy muszą działać w nowego typu orga­ni­za­cjach. Muszą tworzyć pul­sujące życiem sieci relacji opar­tych na wzajem­nym zaufaniu i wypra­co­wa­nych regułach, umowach, zasadach. To pozwala być twórcą nie­których procesów i jed­nocześnie być uczest­nikiem (a czasem tylko beneficjen­tem) „cudzych” projek­tów.

Nie­zależ­nie od tego, czy jesteś działaczem spo­łecz­nym, menedżerem, trenerem, dzien­nikarzem, infor­matykiem, czy też masz nowy, nienazwany jesz­cze zawód, stoją przed Tobą wyzwania:

  • Jak świadomym ruchem, tań­cem odpowiedzieć na otaczający Cię chaos. Jak dostrzec sens w tym, co się dzieje. Jak nadać sens, czyli prze­robić toczące się procesy na działania, w których uczest­nicy nie realizują z góry założonych planów, nie wykonują zaprogramowanych czyn­no­ści, tylko pod­miotowo uczest­niczą.
  • Jak razem z innymi per­for­merami, ale też na part­ner­skich zasadach z eks­per­tami, animatorami, menedżerami, trenerami budować twór­cze zespoły działające w paradok­sie matematycz­nym, kiedy efekt syner­gicz­nego działania jest znacz­nie więk­szy niż suma działań każ­dego z uczest­ników.
  • Jak współ­tworzyć organizacje przy­szło­ści, które mają szansę na skutecz­ność w świcie nie­ustan­nie stawiającym nowe wyzwania, które potrafią stworzyć zor­ganizowaną prze­strzeń wspar­cia samodziel­nym zespołom, inten­syfikując i nie­ustan­nie doskonaląc ich działania.
  • Jak brać odpowiedzial­ność za środowiska (lokalne, ale też zawodowe, tematyczne, wir­tualne itp.), stale pod­nosząc jakość ich współ­ist­nienia, komu­ni­ka­cji, spój­no­ści.

General­nie – jak generować projekty zmiany spo­łecz­nej dające ludziom, zespołom, organizacjom i środowiskom szansę na rzeczywisty roz­wój.

Artykuł przy­gotowany we współ­pracy z Mar­tyną Śliwecką

1 Erich Fromm „Ucieczka od wol­no­ści”

“Dlaczego działal­ność spon­taniczna stanowi odpowiedź na problem wol­no­ści? Powiedzieliśmy, że sama wol­ność negatywna czyni z jed­nostki istotę izolowana, której związek ze światem jest luźny, a stosunek do niego nie­ufny, i której “ja” jest słabe i stale zagrożone. Spon­taniczna aktyw­ność jest jedynym spo­so­bem prze­zwyciężenia lęku przed ter­rorem samot­no­ści bez poświęcania integral­no­ści własnego “ja”; w spon­tanicz­nej bowiem reali­za­cji swojego “ja” człowiek na nowo jed­noczy się ze światem — z ludźmi, z natura i z samym sobą. Główny kom­ponent takiej spon­tanicz­no­ści stanowi miłość, ale nie miłość w sen­sie roz­topienia własnego “ja” w drugiej osobie, nie miłość jako posiadanie tej osoby, lecz miłość jako spon­taniczna afir­macja innych, jako zjed­noczenie jed­nostki z innymi, oparte na zacho­wa­niu własnego “ja”. Dynamiczny charak­ter miło­ści polega właśnie na tym prze­ciw­stawieniu; na tym, ze wypływa ona z potrzeby prze­zwyciężenia odosob­nienia, ze prowadzi do jedni – a zarazem nie eliminuje indywidual­no­ści. Drugim kom­ponen­tem jest praca; i znów praca nie w sen­sie działal­no­ści przy­musowej, której celem jest ucieczka od samot­no­ści, ani nie jako taki stosunek do przy­rody, który po czę­ści jest dominacja człowieka nad przy­roda, po czę­ści zaś prowadzi go do nie­woli i ukorzenia się przed wytworami wła­snych rąk — ale praca pojęta jako twór­czość, w której człowiek jed­noczy się z przy­roda w twór­czym akcie.

To, co mówimy o miło­ści i pracy, odnosi się także do każ­dego spon­tanicz­nego działania, czy to będzie chodziło o realizacje przyjem­no­ści zmysłowych, czy tez o uczest­nic­two w życiu politycz­nym spo­łeczeń­stwa. Indywidualne “ja” afir­muje się w tym działaniu, jed­nocząc się zarazem z ludźmi i przy­rodą. Pod­stawowa dychotomia ludz­kiej wol­no­ści — narodziny indywidual­no­ści i ból samot­no­ści — zostaje znie­siona na wyż­szym etapie dzięki spon­tanicz­nemu działaniu człowieka.”

2 Mar­tin Buber „Wybór pism filozoficz­nych”

„Zła nie można popeł­nić całą duszą, całą duszą można czynić tylko dobro. Dobro czyni się wtedy, gdy poryw duszy, wychodzący od jej naj­wyż­szych sił, obej­muje wszyst­kie siły i wrzuca je w oczysz­czający i prze­mieniający ogień: potęgę decyzji. Zło jest brakiem kierunku i – wynikającym stąd – chwytaniem, łapaniem, uwodzeniem, zmuszaniem, wykorzystywaniem, naginaniem, dręczeniem, nisz­czeniem tego, co się nadarza. Dobro jest kierun­kiem i tym, co się w tym kierunku czyni; to zaś, co się czyni, czyni się całą duszą, tak iż do czynu włącza się wszelka siła i namięt­ność, którą można by czynić zło.”

3 Józef Tich­ner „FILOZOFIA DRAMATU

„Uwaga nasza nadal ogniskuje się wokół tajem­nicy spo­tkania. Spo­tkać to przede wszyst­kim spo­tkać innego człowieka. Mówimy wpraw­dzie także o spo­tkaniu z Bogiem, czy z dziełem sztuki, ale raczej w sen­sie metaforycz­nym niż dosłow­nym. Doświad­czenie spo­tkania, ściślej – prze­życie spo­tkania, wprowadza tego, kto spo­tyka, w jakąś jedyną w swoim rodzaju, osobistą prawdę spo­tkanego człowieka. Siła per­swazji, jaką nie­sie ze sobą to prze­życie, nie da się porów­nać z siłą per­swazji żad­nego innego doświad­czenia. Spo­tykając wiem, że inny człowiek jest i że jest wobec mnie taki, jaki naprawdę jest, bez masek i bez zasłon. Zazwyczaj nie potrafię opisać tego, co widzę i czuję, mimo to wiem, iż od momentu spo­tkania życie moje nabrało nowego znaczenia, a otaczający mnie świat uzyskał nową zasadę orga­ni­za­cji. Prze­życie spo­tkania jest nie tylko szczytowym rodzajem doświad­czenia innego człowieka, ale rów­nież szczytem doświad­czeń w ogóle.”



Podoba Ci się ten artykuł? Udostęp­nij go!

Co to jest BAIT?

BAIT — Baza Artykułów Instytutu TROP

Instytut TROP stworzył Bazę Artykułów w których znajdą się artykuły na temat:

  • specjalizacji w Akademii TROP,
  • modeli roz­woju,
  • idei, podejść i obszarów pracy,
  • rynku szkoleniowego.

Zapraszamy do lek­tury.

Po prawej stronie możesz prze­glądać nasze artykuły po autorach oraz zobaczyć naj­now­sze pozycje. Poniżej natomiast znaj­duje się podział według zagad­nień. Ten spis jest zawsze dostępny pod tre­ścią artykułu.

Autorzy

Klik­nij na osobie, aby zobaczyć jej artykuły:


Dorota Szczepan-Jakubowska


Jac Jakubow­ski


Alicja Kulawik


Justyna Zacharuk


Paulina Wój­cik

Zagad­nienia

Klik­nij na zagad­nieniu, aby roz­winąć listę artykułów.

Czy wiesz co to znaczy? — Pojęcia

Dokąd zmierzamy? — przy­szłość gospodarki i cywilizacji

Ewa­lu­acja, czyli co tu się dzieje

Inteligen­cja emocjonalna i empatia

Metoda TROP

Praca z kon­flik­tem

Praca zespołowa

Przy­wódz­two

Schowek na narzędzia, czyli pakamera

Studia przy­pad­ków

Szkolenie i coaching

Zmiana i roz­wój

Naj­now­sze atykuły

Trening Roz­woju Uważ­no­ści Empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2017-08-04 11:11:55

Opór: wróg czy sojusz­nik — Jac Jakubow­ski, 2017-07-24 12:54:14

Trenowanie spon­tanicz­nej reak­cji empatycz­nej — Jac Jakubow­ski, 2014-10-27 12:43:00

Przy­szłość, która już się dzieje — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 16:26:00

Nawyk — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 12:25:00

Przed­siębior­czość trenera, coacha, lidera zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-16 11:55:00

Zmiana (czyli ludzie a zmiana) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:41:00

Procesy grupowe (czyli koszty i zyski wynikające z ist­nienia procesów grupowych) — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 19:31:00

O sytu­acji edukacyj­nej. O uczeniu się — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:40:00

O procesie grupowym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:22:00

Animatorzy roz­woju — Jac Jakubow­ski, 2014-10-15 11:11:00

Pokaż się — moc super­wizji — Justyna Zacharuk, 2014-10-14 19:24:00

Nowy paradyg­mat zarzą­dza­nia w cywilizacji wiedzy — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 17:08:00

Być per­for­merem spo­łecz­nym — Jac Jakubow­ski, 2014-10-14 16:56:00

Proces uczenia się we współ­czesnym biz­nesie — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 17:11:00

Lider zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-13 16:00:00

Być sobą w świecie zmiany — Jac Jakubow­ski, 2014-10-12 15:57:00

Modele myślowe — Jac Jakubow­ski, 2014-10-11 12:18:00

Dylematy współ­czesnego biz­nesu — Jac Jakubow­ski, 2014-10-10 10:24:00

Emocje i empatia — Jac Jakubow­ski, 2014-10-09 12:04:00