Określenie "ludzie się uczą" oznacza, by stworzyć zainteresowanym warunki pozwalające na aktywne doświadczanie w trakcie nauki, a także możliwość osobistego wpływania na proces nauczania.
O sytuacji edukacyjnej
Opisanie i zdefiniowanie sytuacji edukacyjnej napotyka na pewne trudności. Jeżeli człowiek uczy się w wyniku kontaktu z otaczającą go rzeczywistością, to każdą sytuację, w której się znajduje można nazwać edukacyjną (bo czegoś się w niej uczy). Do odpowiedzi zbliżyć się możemy dwiema drogami. Jedna z nich polega na badaniu warunków jej zaistnienia. Możemy szukać odpowiedzi na pytanie: co musi się wydarzyć, jakie zjawiska muszą zajść, żeby uczniowie się czegoś nauczyli. Tę omówię w następnym podrozdziale. Druga dotyczy podstawowego założenia mieszczącego się w pojęciu "edukacja". Otóż jest to czynność intencjonalna, świadome oddziaływanie na innych ludzi.
Wielu rzeczy możemy nauczyć się przypadkowo - pracując, rozmawiając, kochając… Jednak od czasu do czasu ( a w dzieciństwie i młodości codziennie) bierzemy udział w specjalnie zaprogramowanych i przygotowanych działaniach, które mają nam umożliwić nauczenie się czegoś. Jeżeli rzeczywiście sprzyjają temu, to nazwać je możemy sytuacjami edukacyjnymi.
Warto też podkreślić, że edukacja nie jest wpływaniem na człowieka. Jak już pisałem, znamy różne rodzaje wpływania na zachowania innych ludzi. Są wśród nich godziwe (przekonywanie, głoszenie własnych poglądów, namawianie, egzekwowanie demokratycznie uchwalonych praw) i niegodziwe (przymus, ingerencja, manipulacja).
Sytuacja edukacyjna nie jest ani jednym, ani drugim. Polega na stworzeniu przestrzeni do własnej aktywności poznawczej. Merytoryczne treści, wartości czy obraz świata w niej podawany jest propozycją, wobec której uczeń - podmiot może się dookreślić, opowiedzieć, po swojemu ją przyswoić. Jeśli chodzi o stworzenie przestrzeni psychologicznej sprzyjającej istnieniu sytuacji edukacyjnej, to ważnym elementem od którego powinniśmy zacząć jest tzw. kontakt i kontrakt. Będąc osobami odpowiedzialnymi za uczenie, powinniśmy być świadomi panujących w grupie relacji i zadbać o dobry kontakt z uczestnikami i pomiędzy nimi. Kontakt polega, więc na ustaleniu się zwykłych ludzkich relacji pomiędzy osobami zainteresowanym uczeniem się. Jako prowadzący powinniśmy stworzyć uczestnikom grupową i indywidualną przestrzeń do uczenia się. Kontrakt spełnia równie ważną rolę. Polega ona na ustaleniu warunków wspólnego uczenia się, a także odpowiedzeniu na kwestie fundamentalne dotyczące tego czy traktujemy się poważnie, a także czy chcemy się uczyć. Takie umówienie kształtuje we wszystkich uczestnikach poczucie bezpieczeństwa, powoduje, że zaczynamy szanować się jako ludzie i gotowi jesteśmy do "wejścia w proces uczenia się".
Warunkami koniecznymi dla powstania sytuacji edukacyjnej są
Poczucie bezpieczeństwa
Poczucie sensu
Aktywność
Wspólnota
Ludzie, a zwłaszcza dzieci, czują się dobrze i mogą uruchomić cały swój potencjał poznawczy wtedy, kiedy się nie boją - czują się bezpieczne. Czują się bezpieczne w najgłębszym tego słowa znaczeniu - jako osoby, których godności i podstawowego prawa do szacunku nikt nie narusza. Rozwija się w nich wtedy poczucie własnej wartości, podnosi energia i motywacja do działania. Uzyskuje się to w prosty (a w praktyce jakże często trudny) sposób - nawiązując kontakt, komunikując akceptację, pracując nad własną zdolnością do miłości. Różne formy nacisku, braku szacunku, obrażanie, ośmieszanie - wynikające najczęściej z bezradności i zagubienia nauczycieli - budzą lęk i stymulują mechanizmy obronne. Człowiek w takim stanie nastawiony jest "na przetrwanie" i stosuje lepsze lub gorsze strategie walki o swoją godność.
Poczucie sensuSytuacja edukacyjna musi mieć sens (z czegoś wynikać, do czegoś prowadzić, czemuś służyć). Jej uczestnicy (uczniowie, studenci, kursanci etc.) muszą ten sens widzieć, rozumieć i akceptować go.
Dla małych dzieci (dla dorosłych zresztą także) największy - najbardziej namacalny sens ma zabawa. Wiadomo też, że w zabawie dzieci uczą się najszybciej.
Inny rodzaj sensu wynika z zaufania do autorytetu. Do (cytując Fromma) autorytetu racjonalnego, zakorzenionego w dokonaniach i głębokiej wiedzy, a nie formalnego stanowiska. Dla większości dzieci dorośli więcej wiedzą o świecie, zaciekawiają, "pociągają" swoją atrakcyjnością. Potrafią zaciekawić czymś, co istnieje i warto się z tym zaznjomić. Albo znają metody rozwijania potrzebnych umiejętności.
W miarę dorastania poczucie sensu uzyskuje się także przez to, że się rozumie (i akceptuje) cele, metody, sposób i organizację pracy. Najlepiej, kiedy się uczestniczy we wspólnym z prowadzącym i innymi uczestnikami procesie tworzenia programu pracy lub ma się możliwość wpływu na jego ostateczny kształt.
Warto jeszcze raz podkreślić, że to uczestnicy tej sytuacji muszą przeżywać jej sens. Przekonanie nauczycieli, władzy, czy specjalistów o głębokim sensie jakiegoś działania nic nie da, jeżeli ci, którzy mają je wykonywać nie będą go akceptować. I chodzi tu o akceptację aktywną, a nie bierne podporządkowanie się.
Sytuacja o tyle będzie edukacyjną, o ile będzie wyzwalać lub po prostu umożliwiać aktywność uczestników (uczniów). W tym przypadku mówiąc aktywność, mam na myśli przytomne, świadome i intencjonalne działanie.
Jak samo słowo wskazuje, jest to "dokonywanie aktów" na podmiotowe uczestnictwo.
Nie oznacza to, że zajęcia muszą być (choć mogą) wartkim, energicznym, pełnym gwaru i hałasu działaniem. Wsłuchanie się w ciekawy wykład, pełna rozwagi i spokoju rozmowa, zdyscyplinowana dyskusja, "oddanie się" procesowi tworzenia - są to wszystko różne odmiany aktywności człowieka. Będzie nią także medytacja, pisanie referatu, czy żmudne montowanie silnika.
Rodzajów (może form) aktywności człowieka jest wiele. Wpisany jest w nią także relaks, wycofanie się z kontaktu zwane odpoczynkiem. Znalezienie właściwego rytmu pracy, inspirowanie i odkrywanie źródeł energii, dobre strukturalizowanie wydaje się być podstawową rolą nauczyciela.
Jednocześnie unieruchomienie fizyczne, karanie za samodzielne myślenie, blokowanie poczucia humoru, suche przedstawianie informacji, wymuszanie podporządkowania powoduje irracjonalny bunt albo buduje syndrom "wyuczonej bezradności"
Edukacja jako świadome działanie jest jedną z relacji międzyludzkich. Relacja ta, jeżeli ma spełniać swoje zadanie, musi opierać się na rzeczywistym kontakcie, spotkaniu, więzi. Poczucie "bycia razem" otwiera, pozwala głębiej zrozumieć rzeczywistość, uruchamia motywację do wysiłku.
Chodzi tu zarówno o relację "prowadzący - uczestnik" (nauczyciel - uczeń) jak i fakt, że większość sytuacji edukacyjnych dotyczy grupy. I w grupie - zainteresowanej, wspólnie pracującej, dobrze zorganizowanej - najszybciej człowiek się uczy. Uczy się dzięki pracy swojej i innych, dzięki przepływowi informacji, synergii. Uczy także dzięki konfliktom i walce, jeżeli pozostałe warunki są zachowane.
Jednocześnie w przeładowanych klasach, z "kipiącym", "dzikim" życiem społecznym, w walce podgrup tworzy się znakomite pole patologii życia społecznego - uzyskiwaniu pozorów wspólnoty przez ćpanie, wspólnego wroga, pozorne pseudokulturowe symbole etc.
Połowa działań polega bowiem na dążeniu do prostoty. Prostota ta, to ludzkie przebywanie ze sobą, otwarcie, bezpieczeństwo. Jeśli jednak ktoś nie potrafi być to musi mieć. Mieć ludzi, proces, scenariusz. Z drugiej strony sytuacja edukacyjna polega na ogarnięciu tego co jest z nią z reguły nierozerwalnie związane, a mianowicie ogarnięciu procesu grupowego. W uczącej się grupie dochodzi bowiem do rywalizacji, walki z prowadzącym, gier pomiędzy uczestnikami. Jeśli będziemy dobrze potrafili sobie poradzić z tymi wszystkimi rzeczami, to jest niemal pewne, iż odniesiemy sukces.
Życie jako jedna wielka sytuacja edukacyjna
Jeśli zatem człowiek odznacza się wrodzoną tendencją do aktywności poznawczej, to czy nie można pokusić się o stwierdzenie, iż sytuacja edukacyjna (gdzie człowiek się uczy, a nie jest uczony) dzieje się wszędzie i na każdym kroku w jego życiu? Nie ma przecież sytuacji, o której nie można byłoby powiedzieć że człowiek się czegoś nie nauczył. Oczywiście sytuację edukacyjną można pojmować w tak szeroki sposób. Pytanie tylko po co? Mówiąc o sytuacji uczenia się mówimy o zdarzeniu zaaranżowanym, stworzonym po to, by spełniać jakieś cele. To właśnie dlatego ludzie wymyślili szkoły i inne instytucje gdzie człowiek ma się uczyć określonych rzeczy. Sprawienie, by ktoś uczył się tego czego byśmy chcieli, w sposób samodzielny i twórczy jest już nie lada wyzwaniem. Tkwi w tym bowiem pewna pozorna sprzeczność. Nie zmuszając nikogo do uczenia się mamy sprawić by nie tyle to robił, co chciał to robić. Pat? Sprzeczność jest pozorna gdyż osoba, która ma się czegoś nauczyć zwyczajnie może nie wiedzieć, że umiejętności które ma posiąść mogą być jej przydatne. Przekonanie to często kształtuje się dopiero w trakcie lub po procesie uczenia się. Wtedy to stwierdzamy: "a jednak się przydaje".
Czy sytuacja edukacyjna może być sytuacją konfliktu?
Sytuacja edukacyjna może być według niektórych sytuacją konfliktu. Za przykład podawana jest szkoła. Jeśli wziąć pod uwagę cele przyświecające nauczycielowi, to zdają się one znajdować równocześnie na dwóch biegunach. Nauczyciel uczy konformizmu i swojego rodzaju podporządkowania. Z drugiej strony jednak, oczekuje przecież od uczniów indywidualności, innowacyjności, a czasem nawet krnąbrności. Uczniowie uczeni są więc spolegliwości, z drugiej zaś strony rezerwy i niezależności. Druga sprzeczność polega na tym, że często uczy się pewnych wartości i nierzadko innymi wartościami kieruje się w życiu. Rodzi się więc pytanie czy nie jest tak, że sytuacja edukacyjna jest pewnym ideałem, który jest raczej nie do osiągnięcia ponieważ chcemy osiągnąć cele które często są sprzeczne i stoją ze sobą w konflikcie?
Odpowiedź zdaje się nasuwać sama. Podmiotowe poczucie bezpieczeństwa wyklucza w dużym stopniu podporządkowanie się i zniewolenie. Wręcz przeciwnie pozwala na otwarte wyrażanie siebie. Z drugiej strony nie jest tak, że sytuacja edukacyjna jest idylliczną sielanką bez konfliktów. Często dochodzi do starć pomiędzy jej uczestnikami, na starcia te pozwala jednak wspominane wcześniej poczucie bezpieczeństwa.
Nikt w sytuacji edukacyjnej nie uczy spolegliwości i podporządkowania, uczestnik jest równoprawnym partnerem, a wszelkie wątpliwości rozpatrywane winny być na drodze dialogu.
Dodatkowo niezwykle rzadkimi są wypadki istnienia sytuacji edukacyjnej w szkołach. Ta opisana powyżej nie jest nią na pewno. W sytuacji edukacyjnej nie ma bowiem miejsca na ewentualność "ja uczę go" - uczestnik uczy się sam. Prowadzący wykształca w "uczniu" nawyk samodzielnego edukowania się. Wtedy nie ma miejsca na wymienione powyżej sytuacje konfliktowe.
Trener, nauczyciel, "edukator" nie może być odpowiedzialny za to, kto czego się nauczy.
Ktoś przecież do jednych rzeczy przywiązuje większą uwagę, a do innych mniejszą. Do trenera należy więc stworzenie sprzyjającej atmosfery do uczenia się - jest to odpowiedzialność za sytuację. Po stronie każdego uczącego się, leży zaś odpowiedzialność za własne uczenie się - aktywność, wydolność, motywacje. Odpowiedzialność jest więc obopólna. Tylko za sprawą kooperacji dwóch stron istnieje szansa na to, że będą się one uczyć.
Jak wypracować wspólny cel?Czasem zdarza się, że ludzie przychodzący na szkolenie biorą w nim udział, bo muszą. Jak w takich sytuacjach dla "edukatora", uczestnika i zleceniodawcy znaleźć wspólny cel i poczucie sensu?
Po zastanowieniu się nad tym pytaniem okazuje się, iż niejednokrotnie cele tych trzech wydawać by się mogło odmiennych punktów widzenia są zbieżne. Dzieje się tak ponieważ niejednokrotnie spokój prowadzącego, o to, że grupa się uczy zgrywa się ze spokojem tego, kto się uczy. Istnieje przynajmniej jeden warunek. Musimy mianowicie zaspokoić we wszystkich uczestnikach sytuacji edukacyjnej poczucie sensu. Ważne również jest dodatkowo wykształcenie poczucia wolności. Ktoś zapyta jak wzbudzić to poczucie sensu, wszak nie da się go przecież wymyślić - podać na talerzu. Można jednak od czegoś zacząć, zawsze jest przecież tak, że uczestnik zajęć posiada powód i motywację do tego by być w danej grupie. Może to być np. chęć spotkania się ze współpracownikami, poflirtowania z miłymi paniami z innego działu itp. To już coś. Pamiętać należy że sytuacja taka, ma swoje racjonalne uzasadnienie. Istnienie pewnej tendencji do niedowierzania trenerowi, by mógł naprawdę czegoś nauczyć jest wielokrotnie wynikiem wielu lat edukacji szkolnej. W osobie prowadzącego widzi się nauczyciela, trenera, "edukatora". Na domiar złego początkowa nieśmiałość trenera, jego nieznajomość grupy zdaje się potwierdzać jej uprzedzenia względem prowadzącego. Rozkręca się więc cały ten proces. Ważne jest więc jak wcześniej wspominano ustalenie kontaktu i kontraktu. Trener powinien porozumieć się z grupą i zacząć pracować na tym co z nią wspólnie ustali. Dodatkowo, to że ludzie biorą udział w szkoleniach z różnych powodów nie ma odniesienia do sytuacji edukacyjnej. Tu trener powinien ujawnić cel edukacyjny. Uświadomić potrzebę nauczenia się określonej umiejętności. Powinien on więc pokryć cele dyrektora, zleceniodawcy z celami jednostkowymi i grupy. Kiedy ta zobaczy, że można mieć wpływ na to czego i jak się uczy, łapie z reguły wiatr w żagle. Pamiętać należy bowiem, iż człowiek lubi generalnie znajdować się w sytuacjach poznawczych. Jeżeli więc nie jest nazbyt zahamowany przez traumatyczne doświadczenia edukacyjne z przeszłości, to sytuacja początkowego braku poczucia sensu i celu jest do opanowania.
Podsumowując powyższe rozważania na temat sytuacji edukacyjnej można powiedzieć, iż mianem tym określamy takie sytuacje, które uruchamiają rozwój i aktywność innych ludzi.
Jeszcze niedawno klasyczna sytuacja edukacyjna służyła celom indywidualnym.
Ktoś zapisywał się na dane zajęcia, ponieważ chciał się czegoś nauczyć. Dziś jednak sytuacji edukacyjnej używa się po to by ludzi poznawać ze sobą, integrować, sprawiać by dostrzegali oni sens we wspólnym działaniu. Mówiąc krótko używa się jej jako interwencji systemowej. Zgodność celów służyć ma uruchomieniu i dokonywaniu realnych zmian w firmach i organizacjach. Zmiany te przecież zachodzą za pośrednictwem ludzi. Ważne jest podkreślenie, iż dzisiejszy "edukator", nauczyciel, trener wcale nie musi być kimś złym. Z tymi określeniami wiążą się przecież te niezwykle istotne role - jak rola mistrza i mentora.